ZA CO KOCHAM RAMMSTEIN?

Wszystko zaczęło się ładnych kilkanaście lat temu, gdy znajomy z akademika podsunął mi pod nos nagrany na kasecie album „Herzeleid”. Matko jedyna, to było niczym grom z jasnego nieba! Poczułam się tak, jakby ktoś podłączył mnie do prądu pod wysokim napięciem. Nigdy wcześniej – ani zresztą nigdy później – żadna muzyka tak na mnie nie podziałała. Pod jej wpływem znajduję się do dziś. Niechybnie to miłość. I to wielka. Końca jej nie wróżę.