OGIEŃ I KRASNALE – CZYLI WEEKEND WE WROCŁAWIU

Do Wrocławia jakoś zawsze miałam nie po drodze. Raz byłam przejazdem i raz przelotem, a gdy planowałam dłuższy pobyt, to stawał się nagle cud i trudności piętrzyły się w tempie zaiste ekspresowym. Ale kiedy gruchnęła wiadomość, że Rammstein przyjeżdża do tego pięknego miasta, pomyślałam sobie: „no nie ma bata, tym razem się uda, choćbym miała zasuwać z kamasza”. Złowieszcze wizje na szczęście się nie ziściły. Samochód, który w ostatnim czasie spłatał nam parę kosztownych psikusów, dał bez problemu radę – a jak by nie patrzeć, ode mnie to prawie 470 km w jedną stronę. Dużo trochę.