NIEŚWIĄTECZNY DECOUPAGE I O MNIE CO NIECO

Bożonarodzeniowych ozdób, które z wielką przyjemnością podziwiam na innych blogach, u mnie jak na lekarstwo – bo ja to taka mało świąteczna jestem i całe te grudniowe szaleństwo w gruncie rzeczy nie bardzo mnie rusza. Tworzę sobie to, co akurat mi w duszy gra – bez jakiegokolwiek ciśnienia, to najlepsza opcja. Dziś chciałabym pokazać Wam kilka skromnych rzeczy, które ostatnio udało mi się poczynić.

ŚWIĄTECZNE OZDOBY Z MASY SOLNEJ

Masa solna to jedna z moich ulubionych technik rękodzielniczych. O jej istnieniu dowiedziałam się będąc jeszcze dzieckiem, niemniej jednak zainteresowałam się nią dopiero kilka lat temu. Do poziomu mistrzowskiego daleko mi jeszcze bardzo, ale niespecjalnie się tym przejmuję, ponieważ jest to dla mnie przede wszystkim świetna zabawa. Dziś pragnę zaprezentować Wam świąteczne ozdoby z masy solnej, które w ostatnim czasie poczyniłam – w dość skromnych ilościach.

ROZKMINY I BABECZKOWY DECOUPAGE NA DREWNIE

Jak mija Wam niedziela? Łapiecie złociste promienie pięknego, październikowego słońca? Dziś przychodzę z propozycją wpisu lżejszego kalibru – znowu co nieco na mój temat plus odrobina poczynionego ostatnio decoupage na drewnie. Jesienią moja aktywność w obszarze rękodzieła zawsze wyraźnie się zwiększa – ulubiona pora roku bardzo pozytywnie nastraja mnie do wszelakiej artystycznej twórczości. Mam zatem nadzieję, że pewne sprawy w końcu ruszą z miejsca.

DECOUPAGE I ZŁOTE MYŚLI BLOGOWE

Dekupażowanie różnych rzeczy to jedna z moich ukochanych odskoczni od rzeczywistości, która nie zawsze jest piękna i kolorowa. Czasem przygniata rutyną i nadmiarem obowiązków. Dobrze mieć wtedy pod ręką farby, pędzle i serwetki, i jeszcze parę innych rzeczy, by z tego wszystkiego wyczarować coś niebanalnego i unikalnego. Polecam każdemu – choć wiem, że niektórzy uważają, że do rękodzieła artystycznego mają dwie lewe ręce. A przecież to nie tylko decoupage, ale też masa rozmaitych możliwości. Warto spróbować i znaleźć coś dla siebie.

MÓJ HAFT KRZYŻYKOWY – ODSŁONA PIERWSZA

Miałam bardzo pracowity tydzień. A ponieważ dziś piątek, postanowiłam na tę okoliczność przygotować artystyczny wpis. Tym razem poświęcony mojej twórczości. Bohaterem jest haft krzyżykowy, od którego kilkanaście lat temu zaczęła się moja przygoda z rękodziełem. Darzę tę dziedzinę niewyobrażalnym wręcz sentymentem i bardzo ubolewam nad tym, że nie jestem obecnie w stanie poświęcić jej tyle czasu, ile bym chciała. Chyba, że wreszcie przyjdzie wyczekiwany list z Hogwartu i w szkole magii nauczę się zaginać czasoprzestrzeń.

SKOŃCZ Z BYLEJAKOŚCIĄ

Nie znoszę bylejakości. Jest niczym gangrena, która kawałek po kawałku pozbawia ciała poszczególnych części. Przyprawia mnie o zgrzytanie zębów i wywołuje reakcję niemalże alergiczną. Zasada „aby było” zupełnie nie leży w mojej naturze. Mam oczywiście świadomość tego, że mnóstwo ludzi żyje z tą zarazą i jakoś niespecjalnie im to przeszkadza. Bo tak jest łatwiej i wygodniej, bo prościej jest pójść na skróty niż mozolnie piąć się w górę, gdzie na każdym kroku przeszkody walą się pod nogi.

PALETA KOLORÓW PANA ZBIGNIEWA – ODSŁONA I

Na okoliczność weekendu postanowiłam przygotować post, gdzie więcej będzie do oglądania niż do czytania. Dzisiejszymi bohaterami są malunki mojego taty. Od dawna już chciałam zaprezentować jego prace nieco szerszemu gremium, ale tylko ze znanych mu powodów nie bardzo chciał się na to zgodzić. Jak się jednak okazuje, metoda „zmęczenia przeciwnika” okazała się skuteczna i tak oto pojawiło się zielone światło.

CEŃ SIĘ, RĘKODZIELNIKU, CEŃ!

Dzisiejszym tekstem chcę zainaugurować cykl dedykowany różnym zagadnieniom związanym z rękodziełem artystycznym – dziedzinie bardzo bliskiej memu sercu, mojej wielkiej pasji. Myślę, że problemy, które zamierzam w tych postach poruszać, mają dość uniwersalny charakter – zmaga się z nimi wiele osób poświęcających swój czas twórczym, kreatywnym zajęciom, niekoniecznie z obszaru rękodzieła. Tematem niniejszego wpisu są trudności z wycenianiem swoich prac – to prawdziwa zmora niejednego rękodzielnika. Nie jest wcale prostą sprawą oszacować wartość rzeczy, którą wykonało się lub ozdobiło samodzielnie, wkładając w to nie tylko mnóstwo pracy, ale też uczuć i emocji. Nic więc zatem dziwnego, że łatwo tu o potknięcia.