PALETA KOLORÓW PANA ZBIGNIEWA – ODSŁONA I

Na okoliczność weekendu postanowiłam przygotować post, gdzie więcej będzie do oglądania niż do czytania. Dzisiejszymi bohaterami są malunki mojego taty. Od dawna już chciałam zaprezentować jego prace nieco szerszemu gremium, ale tylko ze znanych mu powodów nie bardzo chciał się na to zgodzić. Jak się jednak okazuje, metoda „zmęczenia przeciwnika” okazała się skuteczna i tak oto pojawiło się zielone światło.

CEŃ SIĘ, RĘKODZIELNIKU, CEŃ!

Dzisiejszym tekstem chcę zainaugurować cykl dedykowany różnym zagadnieniom związanym z rękodziełem artystycznym – dziedzinie bardzo bliskiej memu sercu, mojej wielkiej pasji. Myślę, że problemy, które zamierzam w tych postach poruszać, mają dość uniwersalny charakter – zmaga się z nimi wiele osób poświęcających swój czas twórczym, kreatywnym zajęciom, niekoniecznie z obszaru rękodzieła. Tematem niniejszego wpisu są trudności z wycenianiem swoich prac – to prawdziwa zmora niejednego rękodzielnika. Nie jest wcale prostą sprawą oszacować wartość rzeczy, którą wykonało się lub ozdobiło samodzielnie, wkładając w to nie tylko mnóstwo pracy, ale też uczuć i emocji. Nic więc zatem dziwnego, że łatwo tu o potknięcia.