SHARE WEEK 2018 – MOJE REKOMENDACJE

Share Week to taka fajna zabawa polegająca na tym, że twórcy internetowi (blogerzy, vlogerzy itp.) polecają innych twórców internetowych. To już VII edycja, choć ja biorę w akcji udział dopiero po raz drugi. Szczerze powiedziawszy, mocno się zastanawiałam czy to zrobić – nie jestem popularną blogerką i raczej nigdy nią nie będę (spokojnie, pośladów o to nie spinam, nie mam parcia na szkło), więc moje polecenia nie mają takiej siły rażenia jak rekomendacje dajmy na to Tomka Tomczyka czy Andrzeja Tucholskiego, który Share Week wymyślił. Niemniej myśl o tym wpisie nie dawała mi spokoju i była wyjątkowo namolna – uznałam to za znak. Chyba jednak miałam ochotę ów tekst wysmażyć. No i voilà!

3 FILMY, ZA KTÓRE POKOCHASZ JAMESA McAVOYA

Gdy w obsadzie jakiegoś filmu widzę nazwisko Jamesa McAvoya, w głębokim poważaniu mam to, w jakim tonie na temat tegoż filmu wypowiadają się krytycy oraz ile gwiazdek na Filmwebie zgromadził. Po prostu oglądam dla samej przyjemności podziwiania na ekranie charyzmatycznego Szkota, do którego zapałałam wielką miłością po produkcji „Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa”, gdzie wcielił się w rolę fauna Tumnusa. McAvoy to piekielnie uzdolniony aktor, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych do zagrania – dziś przedstawiam Wam trzy filmy, którymi rozłożył mnie na łopatki.

„MAUDIE” – FILM O TYM, ŻE SZCZĘŚCIE TO STAN UMYSŁU

Człowiek to dziwna istota. Skonstruowana w taki sposób, że gdy doskwiera jej brak poczucia własnej wartości, traktuje innych z góry, poucza ich i mówi jak powinni żyć. Potrzebuje tego niczym tlenu, bez którego nie jest w stanie funkcjonować. Bardzo przykre jest to, że każdy z nas ma takich ludzi w swoim bliskim otoczeniu – całkowite odcięcie się od nich z różnych względów nie zawsze wchodzi w rachubę. Największe szanse na to, aby paść ofiarą osobnika pompującego własne ego cudzym kosztem mają osoby niezbyt silne psychicznie oraz takie, które na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie słabych i nieporadnych.

GLINIARZE, SOWIECI I BIZNES DLA DOROSŁYCH – O SERIALU „BABYLON BERLIN”

Mijający rok (wierzcie mi, nie będę za nim tęsknić ani wspominać go z sentymentem) obfitował w wiele interesujących premier serialowych, co z jednej strony mnie raduje, a z drugiej niekoniecznie – bo skąd niby brać czas, żeby to wszystko obejrzeć? Obecnie ochy i achy zbiera niemiecki serial „Dark”, który nie przyprawił mnie o spazmy rozkoszy. Obejrzałam dwa odcinki i póki co dałam sobie spokój – nie twierdzę, że jest zły, ale miałam dziwne deja vu. Gdzie ja to widziałam? A, zaraz, coś jakby „Stranger Things” mi przypomina, więc na razie podziękuję. Tymczasem w cieniu „Dark” ukrywa się inna niemiecka produkcja – „Babylon Berlin”. Szkoda, że nie jest o niej głośno, choć w pełni na to zasługuje. W moim prywatnym plebiscycie na najlepsze seriale 2017 roku, „Babylon Berlin” zajął bardzo wysoką pozycję.

SERYJNI MORDERCY OCZAMI DAVIDA FINCHERA

David Fincher należy do grona moich ulubionych twórców filmowych. Uwielbiam sposób, w jaki prowadzi akcję i buduje napięcie. Sprytnie wciąga widza w wir wydarzeń i nie pozwala mu zostać wobec nich obojętnym. Jego bohaterowie nie są wymuskanymi laleczkami – Fincher lubi skupiać się na ponurej stronie ich osobowości oraz pokazywać, że ludzka natura pełna jest sprzeczności. Udowadnia, że nikt z nas nie jest jednoznacznie ani dobry, ani zły – pomiędzy bielą a czernią jawi się bogata gama szarości. Do napisania niniejszego tekstu skłonił mnie serial „Mindhunter”. Tak, będzie o seryjnych mordercach  – nie da się ukryć, że ta tematyka to konik Finchera. Mnie również bardzo interesuje.

LISTOPAD SIĘ POLECA #9

Dawno już nie było polecajkowego wpisu, ale jeśli ktoś zagląda systematycznie na mojego bloga, wie iż z wielu względów nie miałam chęci na tworzenie tego typu treści. Nastał w końcu wiekopomny dzień, by zacząć powoli nadrabiać zaległości i zaproponować Wam małe co nieco – zwłaszcza że aura sprzyja raczej siedzeniu w domu niż włóczeniu się po dworze. Miło mi będzie, jeśli któraś z dzisiejszych pozycji przypadnie Wam do gustu.

SIERPIEŃ SIĘ POLECA #8

To niesamowite i zarazem  przerażające, jak ten czas szybko leci. Bo jeszcze nie tak dawno temu psioczyliśmy na zimę, która nie chciała odejść, a teraz proszę – mamy sierpień, a lato przepuściło zmasowany atak, zadziwiając niczym śnieg, który w grudniu niespodziewanie zaskakuje kierowców i służby drogowe. Z różnych względów nie byłam ostatnio w nastroju do tworzenia nowych postów – wyznaję zasadę, że z celem mija się wrzucanie na bloga czegoś na siłę, bo tak trzeba, gdyż w przeciwnym wypadku wszyscy czytelnicy dadzą dyla i nigdy już nie wrócą. „Bitch, don’t panic” – chciałoby się powiedzieć. Skoro już tu jestem, wypadałoby coś polecić – przygotowałam skromne i trochę nietypowe zestawienie.

CZERWIEC SIĘ POLECA #7

Maj był zimny i nijaki. Dobrze, że sobie poszedł, lecz nie ma co tak do końca na niego narzekać, bo parę fajnych rzeczy przyniósł. Ot chociażby Warszawskie Targi Książki – imprezę, w której uczestniczyłam po raz pierwszy i byłam mega zadowolona. Mam nadzieję, że w przyszłym roku również się wybiorę – tylko tym razem z walizką na książki. Stadion Narodowy ja i mój brat opuszczaliśmy w sobotę objuczeni jak woły, ale takie zakupy to czysta przyjemność! Teraz nastał czerwiec, a wraz z nim porcja rozmaitych propozycji, które dla Was przygotowałam.

„OPOWIEŚĆ PODRĘCZNEJ” – OPOWIEŚĆ O KAŻDEJ Z NAS

Po „Opowieść podręcznej” sięgnęłam, gdy przeczytałam o serialu nakręconym na podstawie tej książki. Przyznaję, iż wcześniej nie miałam pojęcia, że taka autorka jak Margaret Atwood w ogóle istnieje – chociaż to szalenie utytułowana pisarka. Ale cóż, czy ja wszystkich muszę znać i o wszystkim wiedzieć? Mniejsza zresztą z tym. Najważniejsze jest to, iż wspomniana powieść zrobiła na mnie ogromne wrażenie – to jedna z najlepszych rzeczy, jakie czytałam. Poruszająca, wstrząsająca, dosadna do bólu. Uruchomiła lawinę myśli, które postanowiłam przelać na wirtualny papier. I tak oto powstał niniejszy tekst.

MAJ SIĘ POLECA #6

Gdy zabrałam się za pisanie tego tekstu, za oknem padał śnieg. Dajecie wiarę? W maju! Masakra jakaś. Chociaż jestem zwolenniczką raczej niższych temperatur, to nawet ja mam już dość tej zimnicy i chciałabym, aby zrobiło się cieplej. Ileż wiosno można? Ileż można na ciebie czekać? Aura sprzyja bardziej zawinięciu się w kocyk aniżeli spacerom, ale cóż, bądźmy dobrej myśli. Dziś przygotowałam dla Was wpis z cyklu „polecam”. Mam nadzieję, że znajdziecie w nim propozycje, które przypadną Wam do gustu.