3 FILMY, ZA KTÓRE POKOCHASZ JAMESA McAVOYA

Gdy w obsadzie jakiegoś filmu widzę nazwisko Jamesa McAvoya, w głębokim poważaniu mam to, w jakim tonie na temat tegoż filmu wypowiadają się krytycy oraz ile gwiazdek na Filmwebie zgromadził. Po prostu oglądam dla samej przyjemności podziwiania na ekranie charyzmatycznego Szkota, do którego zapałałam wielką miłością po produkcji „Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa”, gdzie wcielił się w rolę fauna Tumnusa. McAvoy to piekielnie uzdolniony aktor, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych do zagrania – dziś przedstawiam Wam trzy filmy, którymi rozłożył mnie na łopatki.

SERYJNI MORDERCY OCZAMI DAVIDA FINCHERA

David Fincher należy do grona moich ulubionych twórców filmowych. Uwielbiam sposób, w jaki prowadzi akcję i buduje napięcie. Sprytnie wciąga widza w wir wydarzeń i nie pozwala mu zostać wobec nich obojętnym. Jego bohaterowie nie są wymuskanymi laleczkami – Fincher lubi skupiać się na ponurej stronie ich osobowości oraz pokazywać, że ludzka natura pełna jest sprzeczności. Udowadnia, że nikt z nas nie jest jednoznacznie ani dobry, ani zły – pomiędzy bielą a czernią jawi się bogata gama szarości. Do napisania niniejszego tekstu skłonił mnie serial „Mindhunter”. Tak, będzie o seryjnych mordercach  – nie da się ukryć, że ta tematyka to konik Finchera. Mnie również bardzo interesuje.