ANIOŁKI Z MASY SOLNEJ

Znowu masa solna? Tak, znowu. Skoro faza jest to trzeba z niej korzystać. W głowie pojawiło mi się trochę pomysłów na nowe zawieszki i figurki – mam nadzieję, że znajdę w weekend trochę czasu, by się tym zająć i za jakiś czas pochwalić się na blogu efektami. Na pewno powieje już wiosennymi klimatami, ale jak te moje zamysły wyjdą w przysłowiowym praniu, to się okaże. Wiecie, jak to jest – plany swoje, życie swoje. Ale dość gadania – dziś proponuję Wam anielskie klimaty.

SOLNE MAGNESIKI

Przygód z masą solną ciąg dalszy. Bohaterami dzisiejszego wpisu są magnesy – nieduże, w kształcie serduszek, lekko zdekupażowane i polakierowane na wysoki połysk. Ładnie się prezentują, jestem z nich zadowolona, poza tym – powiem Wam szczerze – mam słabość do tego typu ozdóbek. Z każdej podróży przywożę magnes – życzę sobie, by pewnego dnia drzwi mej lodówki całe były udekorowane w ten sposób. Sporo mi brakuje do zapełnienia powierzchni, ale mam nadzieję, że nadejdzie moment, gdy będę musiała kupić większą lodówkę.

CUDAKI Z MASY SOLNEJ

Bardzo długo nie było na blogu rękodzielniczego wpisu, w związku z czym śpieszę nadrobić zaległości. Dziś chcę Wam pokazać garść zawieszek z masy solnej, z którą najlepiej pracuje mi się jesienią i zimą. Nie wiem, z czego to wynika, niemniej faktem jest, iż w miesiącach wiosennych i letnich ochota na lepienie jest u mnie znikoma. Zawieszki nawiązują do tematyki świątecznej, która na typowo rękodzielniczych blogach rozgościła się już na dobre.

ZDEKUPAŻOWANE DESECZKI CEBULÓWKI

Ostatnimi czasy wracam powoli do dekupażowania. Po nieco dłuższej przerwie sprawia mi to niesamowitą przyjemność. Tak to jest, że wena nie zawsze dopisuje, ale wtedy nie staram się robić czegokolwiek na siłę, ponieważ efekty są dokładnie odwrotne od zamierzonych. Odłożyć, przeczekać, skierować uwagę w innym kierunku – u mnie to się sprawdza. I w pewnym momencie chęci wracają same – razem z nowymi pomysłami.

HAFT KRZYŻYKOWY NA LNIE – DLA KAWOSZA

Przyznam Wam w tajemnicy, że rzadko się zdarza sytuacja, gdy sięgam po nie dokończoną od dłuższego czasu pracę wykonaną haftem krzyżykowym. Takich prac nie ma co prawda dużo, ale jednak się zdarzają. Nie wiem nawet, co sprawia, że ciskam je w kąt. Tak było również i z haftem, który pragnę Wam dziś pokazać – ale w przeciwieństwie do innych miał dużo szczęścia, bo po niemalże dwóch latach zechciałam spojrzeć na niego łaskawym okiem.

MÓJ HAFT KRZYŻYKOWY – ODSŁONA DRUGA

Witajcie w piątkowe popołudnie! Część z Was z pewnością pochłonięta jest świątecznymi przygotowaniami, w związku z czym postanowiłam nie porażać dziś tematami ciężkiego kalibru. Pokusiłam się za to o kolejny wpis poświęcony rękodziełu artystycznemu – a mówiąc dokładniej, moim pracom wykonanym haftem krzyżykowym. Niejednokrotnie wspominałam na blogu, że jest to jedna z moich ukochanych technik, ale niestety nie mogę jej póki co poświęcać tyle czasu, ile bym chciała.

BLISKIE SPOTKANIA Z DECOUPAGE

Dobrymi chęciami – jak mawiają – piekło jest wybrukowane. Trudno się nie zgodzić, ponieważ w powiedzeniu tym jest mnóstwo prawdy. Jeśli chęci nie idą w parze z działaniem, nie są niczym więcej jak pobożnymi życzeniami. Niemniej jednak bez nich nie ma mowy o ruszeniu z czymkolwiek – i tyczy się to wszystkiego, w tym również i rękodzieła artystycznego. Bohaterem niniejszego tekstu będzie decoupage – w kontekście tychże chęci właśnie.