5 PREZENTÓW, KTÓRE USZCZĘŚLIWIĄ KAŻDĄ KOBIETĘ

Nie oszukujmy się. Wszystkie kochamy dostawać prezenty. Dobra książka, perfumy, biżuteria, modna kiecka, dizajnerska torebka, paleta do makijażu, weekend w SPA czy para wypasionych butów. Prezent na dzień mamy, prezent na urodziny, prezent na Gwiazdkę czy na Walentynki – przecież mnóstwo jest okazji, aby kobiecie wręczyć upominek (lub żeby sama go sobie kupiła). Spece od marketingu  z zadowoleniem zacierają łapy i mruczą pod nosami „bo my o kobietach wiemy wszystko”. Serio? Ja bym jednak trochę polemizowała. Są pewne rzeczy, których się nie nabędzie nawet za pierdyliardy monet, a które dadzą to, czego żaden przedmiot nie jest w stanie zapewnić – szczęście i poczucie wewnętrznego spokoju.

JESTEŚ ŁADNA I ZGRABNA. NIE LUBIĘ CIĘ.

Baby to zło. Tak, piszę to ja, kobieta, lecz to jedyna reakcja, na jaką potrafię się zdobyć, gdy obserwuję pewne zachowania kobiet wobec innych przedstawicielek tzw. płci pięknej. Za doskonały przykład niech posłuży tu zamieszanie wokół Anny Lewandowskiej i jej brzucha – jedno zdjęcie (tysiące podobnych każdego dnia pojawiają się w social mediach) doprowadziło do wybuchu strasznej afery, a na Lewandowską wylano hektolitry pomyj. Wiecie, co jest w tym najgorsze? Że robią to głównie kobiety. To nie pierwszy taki przypadek i zapewne nie ostatni. A ja tylko utwierdzam się w przekonaniu, że solidarność jajników to wielka bzdura.

KOBIECA NATURA – ACH, CO ZA ZDZIRA!

Nigdy nie ubolewałam nad tym, że jestem kobietą. Nie mam w zwyczaju mendzić, że faceci mają lepiej, bo dyskusja nad tym, kto ma lepiej, przypomina mniej więcej debatę nad sporem „co było pierwsze: jajko czy kura?”. Ja w każdym bądź razie dumna jestem z tego, iż reprezentuję piękniejszą część ludzkości, co wcale nie oznacza, że nie dostrzegam jej wad. Kobieca natura niekiedy bardzo mnie zadziwia i to niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Tyle się mówi o tzw. solidarności jajników, ale czy naprawdę znajduje ona odzwierciedlenie w rzeczywistości?